Z kieszeni emeryta


05.12.2016„….By czas nie zaćmił i niepamięć”

Czas oddala nas coraz szybciej od wydarzeń jakie rozegrały się w Polsce w latach 1980 i 1981. Po strajkach w Świdniku i na Wybrzeżu narodziła się „Solidarność”. Pokolenie, które można by opisać słowami Adama Mickiewicza: urodzone w niewoli, okute w powiciu po raz pierwszy w swoim życiu doświadczyło wolności. Tym razem wolność przyszła odziana nie w żołnierskie mundury, ale w robotnicze bluzy. Naród dość miał marksizmu- leninizmu, ciągłych kłamstw, prześladowania każdej myśli wolnościowej i ciągłych eksperymentów w gospodarce, skutkujących coraz bardziej pustoszejącymi półkami w sklepach i postępującym zubożeniem społeczeństwa. Kto raz posmakuje wolności, ten już nigdy nie będzie chciał być niewolnikiem. Podczas tych szesnastu miesięcy swobody wreszcie można było mówić co się myśli, czytać zakazane książki, m. in te ukazujące prawdziwą historię Polski, poznawać narodowych bohaterów, m. in żołnierzy AK i Narodowych Sił Zbrojnych, w sposób demokratyczny wybierać władze NSZZ „Solidarność”, upominać się o swoje prawa. Powstanie ruchu społecznego i niepodległościowego poza kontrolą partii komunistycznej było śmiertelnym niebezpieczeństwem dla sowieckiego imperium. Solidarność została spacyfikowana. Była to jednak ostatnia wygrana bitwa nieludzkiego systemu. Pozycję ZSRR jako światowego mocarstwa podkopał ostatecznie bohaterski czyn pułkownika, dziś generała- Ryszarda Kuklińskiego. W 1989 roku Polska odzyskała możliwość stanowienia o sobie.

Cieniem na pierwszych dekadach polskiej wolności położył się sposób transformacji polskiej gospodarki a zwłaszcza wyprzedaż majątku, wypracowanego przez naród. A przecież można było skorzystać z innego modelu prywatyzacji, m. in poprzez akcjonariat pracowniczy. Efektem takiej polityki był wzrost bezrobocia, emigracja, liczne afery. W Polsce po roku 1989 zabrakło ludzi takich jak Eugeniusz Kwiatkowski, Władysław Grabski czy Ignacy Mościcki. Pojawili się natomiast paserzy, sprzedający nie swój majątek, nazywani nie wiadomo dlaczego „biznesmenami” Nie może to jednak przekreślać sukcesu Polski: niepodległość została utrzymana, następuje, może zbyt powolny, ale jednak rozwój we wszystkich dziedzinach.

Mesco dux baptisatus est

10.06.2015Pobitno - czyli kłopot z nazwą

Obecnie dzielnica Rzeszowa, niegdyś podrzeszowska wieś, nosi nazwę: Pobitno. Warto jednak wiedzieć, że nazwa ta zmieniała się, mówiąc bardziej naukowo ewoluowała, inaczej też była zapisywana. Ta nazwa miejscowa w obecnej postaci: Pobitno utrwaliła się w powszechnym zwyczaju językowym dopiero w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Wcześniej występowało wahanie rodzaju gramatycznego nazwy a więc używano form: Pobitna// Pobitno// Pobitne. Bardzo różnie też w dokumentach z dawnych wieków zapisywano nazwę tej podrzeszowskiej wsi jako Povyetna czy Powitna. Od jakiego słowa wywodzi się więc ta nazwa, tak różnie zapisywana i różnie wymawiana? Autorzy słownika „Nazwy miejscowe Polski" wydanego przez Instytut Języka Polskiego PAN wyrażają pogląd, że nazwa: Pobitno wywodzi się od prasłowiańskiego słowa "povet" co w języku staropolskim przybrało postać: powieć a słowo to znaczyło strzechę na słupach, szopę przewiewną. W jaki sposób forma Powietna przekształciła się w nazwę Pobitno? Autorzy wspomnianego słownika wyjaśniają to w sposób dość skomplikowany, zaszedł tu proces zachwiania repartycji głosek b oraz w a także skojarzenie ze słowem pobić. Cóż, trzeba wierzyć badaczom dziejów naszego języka. Na pewno Pobitno to podobnie jak Staromieście jedna z najstarszych dzielnic Rzeszowa.
Jeszcze w XIX w. podczas budowy kolei warszawsko- wiedeńskiej odkryto w rejonie Kopca Konfederatów wyroby z brązu: siekierki, naramienniki i bransolety. W 2003 r. podczas budowy drogi odkryto osadę sprzed czterech tysięcy lat. Tempo życia z każdym rokiem jest coraz szybsze. Nie pozostawia zbyt wiele czasu na refleksję o przeszłości. Czy nie miał więc racji osiemnastowieczny poeta, ks. Baka, gdy pisał: „Nie wyorzesz jutra pługiem, nie dogonisz wczora cugiem"?


Mesco dux baptisatus est

20.02.2015 - Zapomniana wojna

Dzieje podrzeszowskiej wsi Powietna, dziś dzielnicy Rzeszowa, noszącej nazwę Pobitno, na zawsze związały się z bitwą, jaka wywiązała się między konfederatami barskimi a wojskiem rosyjskim. Przebieg tej bitwy szczegółowo opisuje urodzony w Rzeszowie Feliks Szczęsny Morawski w swojej książce „Pobitna pod Rzeszowem”. Niewiele już dziś Polacy wiedzą o Konfederacji barskiej. Może wyniesione ze szkoły kilka faktów, że ich hasłem było: wiara i wolność oraz że przywódcą był Kazimierz Pułaski. A przecież w tej wojnie zginęło ok. 60 tys. Polaków a ok. 14 tys. zostało zesłanych na Sybir. Bitwa na Pobitnym rozegrała się 13 sierpnia 1769 roku około południa i trwała do zmroku. Moskale nadciągnęli od strony Krasnego, dysponowali około 3 tysiącami piechoty, oddziałem kozaków w sile 300 ludzi i armatami. Polskie siły były słabsze i liczyły ok. 2 tys. żołnierzy oraz armaty. Rosjanie chcieli najpierw zdobyć zamek, jednak został on obroniony przez załogę pod komendą księcia Marcina Lubomirskiego. Moskale atakowali oddziały konfederackie, które stały na błoniach za olszynką słocińską, posuwając się wąwozem z góry powiecińskiej i wzdłuż Wisłoka. Trwała walka wręcz, której towarzyszyła palba z karabinów. Bitwę rozstrzygnęła trzykrotna salwa z armat . Sam książę Marcin podpalał lont. Moskale wycofali się w strone Łańcuta, zabierając rannych. Poległych Moskali pochowano nad Wisłokiem na polu chłopa Reli. Polegli konfederaci pochowani zostali w podziemiach klasztoru Reformatów bądź na przykościelnym cmentarzu kościoła Farnego. Spośród konfederatów, których wspomina Szczęsny Morawski, wsławili się w bitwie: Chojnacki, Radzymiński, Bojanecki i Boguszewski. Spacerując w pobliżu miejsca, gdzie obrońcy Polski tak hojnie szafowali krwią w jej obronie, niejeden z nas zapyta – czy tak powinno wyglądać to miejsce? Bez należnego upamiętnienia?
Mesco dux baptisatus est
 
24.10.2011 - Rodzicom i nauczycielom pod poduszkę

No i stało się! Wyrosło nam nowe pokolenie, zwane już e-pokoleniem, które bez Internetu, multimediów, emotikonów, facebooka i twittera nie wyobraża sobie życia. Pojawił się nowy termin: globalny nastolatek - będący nie tylko konsumentem globalnej kultury, ale i jej aktywnym współtwórcą. Dla młodego człowieka świat Internetu staje się bardziej interesujący niż świat ludzi dorosłych. Wzorem osobowym współczesnego nastolatka jest bohater popkultury. W tym świecie gra komputerowa jest najważniejsza i determinuje sposób zachowania się młodych. Zwraca uwagę język e-pokolenia: są to kody, skróty i symbole, które przenikają także do języka potocznego i języka dorosłych. Niestety, nowe wynalazki niosą też dla często nieświadomych tego użytkowników zagrożenia: umniejszenie roli rodziny czy nawet zakłócenie jej wychowawczej roli, uzależnienie od świata multimedialnego, potrzebę nieustannego kontaktowania się z innymi użytkownikami Internetu czy też nadmierną ilość czasu spędzaną przed ekranem komputera. Przed rodzicami i nauczycielami stają więc nowe wyzwania: co czynić, aby świat współczesnych multimediów stał się sprzymierzeńcem w wychowaniu młodego pokolenia? Trzeba więc ustalić właściwe proporcje, aby świat multimediów nie zastępował rodziny, kościoła i szkoły w procesie wychowania. A od twórców multimedialnego świata należy żądać, by szanowana była godność człowieka i by traktowano go jako podmiot komunikacji społecznej.

Mesco dux baptisatus est

01.08.2011 - Lilja Wawelu

Niemal na granicy osiedla Mieszka I stoi kościół pod wezwaniem św. Jadwigi Królowej. To dawna dominikańska „Szopka”. Postać Jadwigi budzi i dziś podziw dla przymiotów Jej serca i umysłu. Przyszła królowa Polski zyskała wysokie jak na ówczesne czasy wykształcenie. Przybyła do Polski jako dziecko, w dzieciństwie też, zgodnie z ówczesnym obyczajem, została zaręczona z księciem Wilhelmem Habsburskim. Zrezygnowała jednak ze swego szczęścia, by służyć Polsce. Poślubiając księcia litewskiego Jagiełłę , który ochrzcił się, poszerzyła Europę na wschód. Można powiedzieć, że to Ona była twórczynią pierwszej Unii Europejskiej. Podczas swego krótkiego panowania budowała szpitale – jeden z nich znajduje się w Bieczu – kościoły, troszczyła się o ubogich. Kazała przetłumaczyć na język polski Psałterz, który dziś nosi nazwę Psałterza Floriańskiego i jest jednym z najcenniejszych zabytków języka polskiego. Wszyscy, którzy uczyli się historii, nawet tak okrojonej jak obecnie, wiedzą, że ofiarowała swe klejnoty, a więc coś, co jest szczególnie miłe każdej kobiecie, na odnowienie Akademii Krakowskiej. Zmarła na gorączkę połogową, wydając na świat córkę. Przy Jej pomniku nagrobnym w katedrze wawelskiej, wykonanym z białego alabastru, zawsze gromadzili się Polacy, gdy potrzebowali Jej pomocy. Był zwyczaj, by pozostawiać tam karteczki z prośba o pomoc czy też z podziękowaniami. Pozostała po św. Jadwidze Królowej wdzięczna pamięć narodu i Czarny Krucyfiks w katedrze na Wawelu, przed którym często się modliła.

Mesco dux baptisatus est

22.02.2011 - Żołnierze Wyklęci

Najdłużej siedzieli w peerelowskich więzieniach. Ostatni wychodzili z nich w latach siedemdziesiątych. O ile żołnierze Armii Krajowej po odwilży 1956 roku doświadczyli jakiejś formy rehabilitacji na modłę PRL-u , o tyle żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych do końca w nomenklaturze PRL-u pozostali „bandytami”. Polska, jaka narodziła się po Okrągłym Stole, wyrzekła się ich. Działacz „Solidarności”, Jacek Merkel, nazywał żołnierzy NSZ „faszystami” a Jacek Kuroń powielał w swych książkach oceny komunistycznej historiografii , zarzucającej żołnierzom NSZ bandytyzm i współpracę z Niemcami. Dziś, dzięki świadectwu żyjących jeszcze żołnierzy NSZ, ludności cywilnej i badań historyków, poznajemy prawdę. Pisał Józef Kuraś ps. „Ogień”: „Oddział partyzancki „Błyskawica” walczy o wolną , niepodległą i prawdziwie demokratyczną Polskę. Nie uznajemy ingerencji ZSRR w sprawy wewnętrzne państwa polskiego. Komunizm, który pragnie opanować Polskę musi zostać zniszczony”. Ostatni zagończycy Niepodległej Polski: mjr Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”, mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”, Marian Bernaciak „Orlik”, kpt Władysław Łukasiuk „Młot” i tysiące innych, często dziś znanych tylko historykom. Jak oceniało UB w antykomunistycznym powstaniu brało udział około 25 tysięcy żołnierzy. Rozbijali ubeckie więzienia, chronili ludność cywilną przed rekwizycjami i aresztowaniami. Wtedy wydawało się, że służą przegranej sprawie, że niepotrzebnie oddają życie. W miarę upływu czasu ich patriotyzm, determinacja, oddanie Rzeczpospolitej budzi coraz większy podziw a Sejm RP ustanowił dzień 1 marca Świętem Żołnierzy Wyklętych.

Mesco dux baptisatus est

22.12.2010 - "O gwiazdeczko coś błyszczała...

...gdym ja ujrzał świat”. Tę piosenkę śpiewano w polskich domach w XIX wieku. Jest w niej wspomnienie dzieciństwa i gorycz wieku dojrzałego, gdy człowiek ogląda się wstecz i widzi jak szybko, bezpowrotnie ucieka życie. Grudzień sprzyja zamyśleniom, nie tylko o osobistym losie, ale także tym o szerszej wspólnocie, jaką jest naród. Niepamięć pokrywa już nawet najbliższą historię: tzw „wydarzenia grudniowe” w 1970 r. i stan wojenny, ogłoszony w 1981 roku. Władza, sprawująca ją z nadania ówczesnego Związku Radzieckiego rozprawiła się z tymi, którzy upomnieli się o chleb i wolność. Celem tych działań uzurpatorskiej władzy, oprócz obrony status quo było jeszcze coś: zabić w ludziach nadzieję, uczynić bezsensownym każdy bunt. Na szczęście inaczej od zamysłów władzy mielą Boże młyny. Pozostała w Polsce przestrzeń wolności, której nie dało się spacyfikować: polski Kościół. I wspaniali kapłani. I polski Papież. A wracając do piosenki... W 1981 roku po wprowadzeniu w Polsce stanu wojennego odbyło się w Waszyngtonie na cześć „Solidarności” czuwanie (vigil), podczas którego wystąpił Frank Sinatra. Śpiewał dla zniewolonej Polski tę piosenkę, napisaną w 1842 roku: „O gwiazdeczko coś błyszczała, gdym ja ujrzał świat...”

Mesco dux baptisatus est

04.11.2010 - Dziś, tylko cokolwiek dalej...

Listopad to dla Polaków niebezpieczna pora” pisał kiedyś Stanisław Wyspiański. Może właśnie układająca się do snu przyroda, dominujący na niebie kolor sepii i „deszcz, jesienny deszcz” co to „ smutne pieśni gra” sprawiają, że wspominamy tych, których już nie ma wśród nas. Nie ma a przecież nasza wiara w świętych obcowanie upewnia nas, że są. Zawsze człowiek musiał mierzyć się z bólem rozstania: czasem czynił to na sposób klasyczny jak Jan Kochanowski po śmierci Urszuli: „ czy cię Charon przez tęskliwe jeziora wiezie i napawa zdrojem niepomnym, że ty nic nie wiesz o bólu moim?”- pytał. A czasem z zaciśniętymi ustami – jak kiedyś Tadeusz Różewicz, gdy pisał o „ kształcie, który opuścił ciało dziewczyny” i że „zrozpaczony ojciec szaleje”. Może i wysoka cena jaką Polacy płacili za wolność sprawia, że w tych dniach cmentarze stają się miastami świateł. Oni przychodzą, żeby powiedzieć nam, że jest coś cenniejszego niż to ziemskie życie: Romuald Traugutt, odrzucający dumnym gestem okulary przed egzekucją na stokach Cytadeli ze słowami: ”nie będą mi już potrzebne”, Józef Piłsudski, żegnający w krakowskich Oleandrach Pierwszą Brygadę słowami: „ Idźcie, budzić Polskę do Zmartwychwstania” i prezydent Lech Kaczyński, wsiadający do samolotu wraz z 95 towarzyszami podróży, by w Katyniu powiedzieć polskim oficerom: „Polska o was nie zapomniała”. A my, mieszkańcy Rzeszowa, wspominamy też dobroczyńców i donatorów rzeszowskich: Zofię Pudencjanę Lubomirską, fundatorkę Collegium Ressoviense i Kościoła Świętego Michała Archanioła przy ul. 3 Maja, Jacentego Gałęzowskiego i Henryka Hanasiewicza, którzy swoje majątki ofiarowali na pomoc ubogim rodzinom czy też znamienitych żołnierzy Rzeczpospolitej; Leopolda Lisa Kulę – bohatera walk o Lwów oraz Wacława Kopisto, walczącego na Kresach z bolszewikami oraz Ukraińcami, dokonującymi rzezi ludności polskiej na Wołyniu. Mówi się czasem: „człowiek umarł, żyć zaczyna...” Bo idzie za nim wdzięczna pamięć dobra, które wyświadczył nam i Polsce...

Mesco dux baptisatus est

27.09.2010 - Od mieszania herbata nie stanie się słodsza

Niewielu polskich polityków pamięta hasło wyborcze byłego prezydenta USA, Bila Clintona: „gospodarka, głupcze!”. Zapatrzeni w słupki poparcia, zasłuchani w słowa spin doktorów i specjalistów od pijaru pewnie przeoczyli słowa ministra Rostowskiego, że deficyt budżetowy wkrótce sięgnie 100 miliardów złotych. Jeszcze niedawno uśmiechnięty Premier prezentował Polskę jako zieloną wyspę wzrostu gospodarczego na tle pogrążonej w kryzysie Europy. Tymczasem wielu ekonomistów uważa, że prawdziwym miernikiem stanu gospodarki i państwa jest dochód narodowy mierzony per capita a więc na głowę: a ten jest w Polsce dramatycznie niski i sytuuje nasz kraj pomiędzy Albanią, Rumunią i Bułgarią. Tu nic się nie zmieniło: Polska należy do najbiedniejszych państw Unii Europejskiej. Pewnym zastrzykiem gotówki dla wielu rodzin są walory przysyłane przez emigrantów, którzy wyjechali na Wyspy czy do innych krajów za chlebem. Ale kto poznał gorycz emigracji ten wie w czym rzecz. Rząd rozpaczliwie szuka pieniędzy i sprzedaje, tzn. „prywatyzuje” ostatnie perły w koronie jakie jeszcze zostały państwu polskiemu, świadomie pozbywając się przyszłych dywidend. Ciągle nie widać jakiegoś planu reform finansów publicznych czy impulsu wspierajacego rozwój polskich firm bo chyba nie są nimi obniżenie zasiłku pogrzebowego i podniesienie podatku vat o jeden punkt procentowy. Polacy być może nie znają się na niuansach wielkiej polityki, ale doskonale rozumieją, że drożeją chleb i ziemniaki, nie wspominając o cenach gazu i chyba najwyższej w Europie cenie prądu. Można ludziom mieszać w głowach, stosując dorobek naukowy inżynierii społecznej do czasu gdy, jak pisał kiedyś znany publicysta: ”nie będzie cebulki ani w co wkroić”. Bo, niestety, od mieszania herbata nie stanie się słodsza...

Mesco dux baptisatus est

30.08.2010 - Sierpień

Na drogach pątniczy kurz. Polacy idą do tronu Królowej Polski. Ci z północnego – wschodu do Ostrej Bramy, inni - do Jasnej Góry. Tak jak przed wiekami. Tylko raz w roku, w tym miesiącu, w kościołach unosi się ten zapach – ziół i polnych kwiatów. A najbardziej pachnie „polska mirra”. Wiele razy, podczas tego upalnego miesiąca wiał przez Polskę wiatr historii. W sierpniu wyruszyła z krakowskich Oleandrów, by walczyć z carską Rosją I Kompania Kadrowa, którą Józef Piłsudski żegnał słowami: „ Idźcie, budzić Polskę do Zmartwychwstania”. I w sierpniu właśnie przyszło wielkie zwycięstwo oręża polskiego w wojnie polsko – bolszewickiej, zwane „cudem nad Wisłą”. Historycy wskazują, że dokonało się ono m. in. dzięki złamani u przez Polaków szyfrów sowieckich a także genialnemu planowi strategicznemu wykonania kontruderzenia znad Wieprza, którego autorstwo historycy przypisują bądź generałowi Tadeuszowi Rozwadowskiemu, bądź samemu Józefowi Piłsudskiemu. ” Bogu podamy w końcu dłonie spalone skrzydłem antychrysta i On zrozumie, że ta młodość w tej grozie jednak była czysta...” pisał o swoim pokoleniu, walczącym w Powstaniu Warszawskim Krzysztof Kamil Baczyński. Zapomniane przez świat polskie powstanie...Jeszcze jeden dowód na to, że Polaków mozna zniszczyć, ale nie pokonać. I fałszywy, sowiecki sojusznik patrzący z ze wschodniego brzegu Wisły jak dogorywa miasto i dokonuje się rzeź ludności cywilnej. I znów sierpień, po pięćdziesięciu latach czerwonej niewoli. Stocznia, robotnicy, portety „polskiego Papieża” i towarzysząca sierpniowym wydarzeniom piosenka Macieja Pietrzyka: „ Nie mam teraz czasu dla ciebie, nie widziała cię długo matka, jescze trochę poczekaj, dorośnij, opowiemy ci o tych wypadkach...” I tylko żal, że stocznie, gdzie ziścił się cud wolnosci, porasta dziś trawa, bo Polska nie ma dziś gospodarza...

Mesco dux baptisatus est

28.06.2010 - Dziedzictwo

Amerykanie mówią z dumą: heritage. I pielęgnują zabytki swojej przeszłości: wiktoriańskie dworki na Południu czy przypominające francuskie miasta uliczki Nowego Orleanu. Im jest łatwiej: od zakończenia Wojny Secesyjnej na terytorium USA nie toczyła się żadna wojna. Inaczej w Polsce. Od zarania naszych dziejów przemierzały polską ziemię obce wojska: dawniej byli to Prusowie, czeski najeźdźca Brzetysław, Tatarzy, Szwedzi a w bliższej nam przeszłości Rosjanie, Niemcy i Austriacy. Zwykle po ustąpieniu z Polski pozostawiali groby i spustoszenia, z których naród dźwigał się przez wieki. Ale nie tylko. Byli i tacy, którzy budowali. Przecież Polski miało już nie być. Już na zawsze mieli tu być gospodarzami. W warszawie Rosjanie wznieśli Cytadelę, Austriacy Twierdzę Przemyśl. Fuehrer zbudował, rękami niewolników Wilczy Szaniec, który miał być twierdzą nie do zdobycia. A rzeszowski zamek Lubomirskich? Jego dzieje wiele mówią o polskim losie: w czasach c.k. Austrii było tu więzienie, podzas okupacji hitlerowskiej miejsce kaźni a w czasach PRL miejsce tortur i straceń żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Polska – serce Europy, poletko Pana Boga. Tak , Norman Davies, brytyjski historyk, ale Polak z wyboru, nazywa Polskę. Pisał kiedyś Zbigniew Herbert w wierszu „13 IX”: „Moja bezbronna ojczyzna przyjmie cię najeźdźco i da ci sążeń ziemi pod wierzbą – i spokój, by ci co po nas przyjdą uczyli się znowu najtrudniejszego kunsztu – odpuszczania win...”

Mesco dux baptisatus est

14.06.2010 - „...Abyś idąc drogą na ostry krzemień nie ugodził nogą”

Droga. Niewiele ludzki język zna słów równie wieloznacznych. W dzisiejszym, wyasfaltowanym świecie, trudno wyobrazić sobie powojenne, polskie drogi, rozjeżdżone przez czołgi i samochody wojskowe, posypane szutrem, wyboiste. Po takiej drodze biegł kiedyś boso mój brat, by dowiedzieć sie, co stało sie z ojcem, aresztowanym przez UB. Właśnie będąc w drodze, Samarytanin okazał swoje człowieczeństwo nieznajomemu, którego spotkała zła przygoda. A droga do Emaus? Pełni lęku uczniowie uchodzą z Jerozolimy i spotykają po drodze zmartwychwstałego Mistrza. I najsławniejsza europejska droga: Via Appia. Maszerowały po niej legiony rzymskie, tą drogą wjeżdżał do Wiecznego Mista Paweł z Tarsu, aby tam ponieść śmierć. Kiedyś Maria Dąbrowska podzieliła się taką refleksją: „coś uszedł to twoje..” Bo nie zawsze los daje szansę powrotu, choć gościniec wydaje się prowadzić do celu. A są przecież i rozstajne drogi: dawno temu stawiano tam krzyż. Żeby nie zabłądzić. Dante napisał swoje arcydzieło, aby naprowadzić ludzkość na właściwą drogę...Czy mu się udało? Polskie drogi... z rosnącymi po obu stronach wierzbami lub topolami...Widziały niejedno. Wielu, uparcie, przez całe życie, szuka własnej drogi. Warto więc mieć w pamięci obietnicę daną tym, którzy zaufali Najwyższemu, zawartą w słowach psalmu w przekładzie Jana Kochanowskiego: „Aniołom swoim każe cię pilnować(...) abyś idąc drogą na ostry krzemień nie ugodził nogą...”

Mesco dux baptisatus est

26.05.2010 - Chluba Rzeszowa

Collegium Ressoviense...Takich szkół jest w Polsce tylko kilka. Kolegium Nowodworskiego w Krakowie, Collegium Lubranscianum w Poznaniu, Collegium Gostomianum w Płocku. Fundatorką rzeszowskiego Kolegium była córka Spytka Ligęzy , Zofia Pudencjanna. Szkoła została otwarta w 1658 roku a projektantem budynku i kościoła był Tylman z Gameren. Uczyli tu i wychowywali pijarzy, kontynuatorzy dzieła św. Józefa Kalasancjusza. Dziś słowo pijar kojarzy się absolwentom współczesnych szkół z pijaństwem. Tymczasem łacińskie pia znaczy pobożność. Była to bowiem szkoła zwracająca uwagę na rozwój moralny uczniów. Uczono tu literatury, historii, matematyki ,fizyki. Ale nie tylko. Pijarzy uczyli agrotechniki, założyli kasę kredytową a nawet wybudowali cegielnię, gdzie pracę znalazło wielu ludzi. Z wielkim zamiłowaniem szerzyli kulturę muzyczną i teatralną. Była to więc w dzisiejszym rozumieniu tego słowa szkoła w pełni nowoczesna. Absolwenci potrafili z pamięci zacytować m. in. mowę Katyliny w senacie czy też fragment” Iliady”w języku orginału.. Nie podkreślali ciągle, że są Europejczykami. Dla nich było to oczywiste. Nazwiska absolwentów świadczą o tym jak wiele dała ta szkoła Polsce: Onufry Kopczyński, Ignacy Łukasiewicz, Władysław Sikorski, Józef S. Pelczar, Julian Krzyżanowski, Adolf Nowaczyński i wielu innych...Na trwałe zapisały się w historii szkoły dwie postacie księży prefektów, uczących religii: w czasach c.k. Austrii, ks Bronisława Karakulskiego i czasach PRL, ks Walentego Bala. Obaj byli wielkimi przyjaciółmi uczącej się młodzieży. W rocznicę założenia szkoły na frontonie budynku umieszczono napis: Aeterni muri vos salutant...I my, Rzeszowiacy, pozdrawiamy Cię Szkoło, która tyle dobra wyświadczyłaś Rzeczpospolitej...

Mesco dux baptisatus est

13.05.2010 - Pamiętam: Śpiewaliśmy „Rozszumiały się wierzby płaczące...”

To było po październikowej „odwilży”. Skromny, zgrzebny stół jak całe domowe gospodarstwo. Był ksiądz kapelan AK, wypuszczony niedawno z Wronek po sześciu latach więzienia, oficer Wojska Polskiego, obrońca Twierdzy Modlin, więzień obozu dla jeńców w Soldau, przyjechał z USA jeden z żołnierzy Władysława Sikorskiego. Popłynęły wspomnienia o bohaterstwie, wierności, życiu więziennym i obozowym. O goryczy klęski. O tym jak niby-neutralny sąsiad ze Wschodu zadał Polsce cios nożem w plecy i o hekatombie ludności polskiej na Wołyniu. I o tym, że na paradę V-Day w dniu 8 maja 1945 r. na Piccadilly Circus Polacy nie zostali nawet zaproszeni. Byli już niepotrzebni. Chyba ktoś z uczestników zacytował wtedy Byrona: „bo walka o wolność ,gdy raz się zaczyna spada dziedzictwem z ojca na syna”. Właśnie utopione zostało we krwi powstanie poznańskie. Mieliśmy jeszcze w pamięci postać Romka Strzałkowskiego , piętnastoletniego harcerza z Poznania, który szedł do sklepu po chleb, gdy zobaczył upadający na bruk biało czerwony sztandar wraz z trafioną kulą tramwajarką. Podbiegł , podniósł go z ziemi i sam upadł, zastrzelony przez funkcjonariuszy UB. Nikt z nas nie był wówczas w stanie przewidzieć, ze to właśnie oni, ci ,których zaprzęgnięto do pracy, by cele imperium zła, jak nazywał ZSRR Ronald Reagan, zostały zrealizowane ,przyniosą Polsce wolność. Anna Walentynowicz, Andrzej Gwiazda, Krzysztof Wyszkowski ...i tylu innych. Za nimi poszedł naród...

A wtedy, za oknem, szumiały stare modrzewie a my śpiewaliśmy: „Rozszumiały się wierzby płaczące...”

Mesco dux baptisatus est

29.04.2010 - Garnitur od Armaniego i spacer po ulicy Dołowej

Naprzeciw Kirkutu przy ulicy Dołowej jest miejskie targowisko. Kiedy je w tym miejscu lokowano trwały dyskusje, wiadomo: w pobliżu dwie szkoły a plac targowy gromadzi różnych ludzi, mieszkańcy osiedla obawiali się więc społecznych patologii. Można tu kupić prawie wszystko: odzież, narzędzia, sztuczne kwiaty a nawet skuteczną maść przeciw grzybicy. Atmosfera zbliżona do tej z dawnego Bazaru Różyckiego w Warszawie. Odwiedzają to miejsce także goście ze Wschodu. Dla wielu z tych, którzy zajmują się tu handlem jest to sposób na życie. Często jedyny sposób. Dzięki swej pracy nie wyciągają ręki po zasiłek, nie domagają się podwyżek, jak co roku czynią posłowie na sejm, utrudzeni swoją wyczerpującą pracą. Cóż, kupcy z Dołowej nie będą pewnie paradować w garniturach od Armaniego, bo jego cena przewyższa ich roczne dochody. A w ogóle to państwo polskie nie lubi ”handlarzy”, choć wnoszą oni do budżetu podatki, świadczą o tym niegdysiejsze wydarzenia w Warszawie, gdzie miasto zarządzane przez panią Hannę Gronkiewicz Waltz nasłało na pracujących kupców w blaszanym KDT obok Pałacu Kultury i Nauki firmę ochroniarską , której pracownicy bili i szarpali kobiety, broniące swoich miejsc pracy. A więc może ci ,których widzimy prawie co dzień w telewizji właśnie w garniturach z metką: Versace lub Armani rozwiążą ten dylemat: czy mają do czynienia z kupcami czy z „handlarzami”? Czy to tylko semantyka czy coś więcej? Czy zamiast obietnic przyjaznego państwa nie należałoby stworzyć równoprawnych warunków rozwoju polskich i zagranicznych sektorów gospodarki: w tym - handlu.

Mesco dux baptisatus est

15.04.2010 - Są takie chwile w życiu narodu...

...kiedy historia gwałtownie przyśpiesza i dzieją się wydarzenia, których skutki trudno przewidzieć. Śmierć Prezydenta RP i Jego Małżonki a także ponad dziewięćdziesięciu wybitnych synów i córek Polski, zwróciła oczy całego świata na to jedno miejsce na mapie : Katyń. Można po ludzku, zwyczajnie pytać: czy trzeba było aż tak wielkiej ofiary, aby świat wreszcie zrozumiał, że tam ,w lesie katyńskim próbowano zamordować Polskę , mordując jej elity? Jak wielką stratą jest śmierć ostatniego Prezydenta RP na uchodźstwie, Ryszarda Kaczorowskiego, Sybiraka, Żołnierza, którego miłość do Polski była najwyższej próby, łącznika między dawną i nową Polską. Jak wielką stratą jest śmierć ich wszystkich: Anny Walentynowicz, wspaniałych, młodych lotników, biskupów, stewardess. Wszystkich. Bo życie nie ma swojej ceny. Może kiedyś poznamy przyczynę tej narodowej tragedii a może nie poznamy jej nigdy i lotnisko Siewiernyj pod Smoleńskiem stanie się nowym Gibraltarem? Dopiero w takich chwilach ludzie uświadamiają sobie, że są wspólotą, narodem, że drobne niesnaski, spory, które jeszcze wczoraj urastały do rangi wielkich problemów, tak naprawdę niewiele znaczą. Ale już wkrótce nadejdzie czas kolejnej próby: trzeba będzie wybrać następcę Lecha Kaczyńskiego. Umarł król, niech żyje król? Można i tak, bez emocji, patrzeć na dziejące się wydarzenia. Ale przecież Polska wymaga od nas czegoś więcej. Rzesza Polaków, morze kwiatów i zniczy przed Pałacem Prezydenckim dają nadzieję, że i tym razem tyle razy ogniem próbowany naród zda trudny egzamin, że - cytując poetę: na dnie popiołu zostanie „ gwiaździsty dyjament, wiekuistego zwycięstwa zaranie...”

Mesco dux baptisatus est

07.04.2010 - Non possumus...

Coraz rzadziej Go wspominamy... A przecież był nie tylko wielkim Prymasem Polski, ale w czasach komunistycznej niewoli pełnił funkcję Interrexa, tak jak to było w czasach bezkrólewia czy niewoli zaborów. Stefan kard. Wyszyński, węzień gestapo, kapelan Armii Krajowej podczas Powstania Warszawskiego, więzień bezpieki. Spędził w „miejscach odosobnienia” 3 lata. Przewożony nocą do kolejnych miejscowości ,gdzie był przetrzymywany: do Rywałdu, Stoczka koło Lidzbarka Warmińskiego, Prudnika Śląskiego, Komańczy,,,Był słabego zdrowia, a trzymano Go w celach klasztornych , gdzie zimą na ścianach tworzył się lód. Podczas pobytu w Komańczy 16 maja 1956 r. Stefan Wyszyński zredagował tekst „Ślubów Jasnogórskich”. Tekst ten został potajemnie przesłany na Jasną Górę, gdzie został odczytany w obecności miliona wiernych przez biskupa Michała Klepacza. Obok stało puste krzesło Prymasa Polski... Było to odnowienie Ślubów, uczynionych przez Jana Kazimierza w katedrze we Lwowie w 1656 roku ,uznających Maryję Królową Polski a zarazem akt walki o duszę narodu , zniewalanego i ateizowanego wbrew swej woli. Śluby były potem powtarzane we wszystkich parafiach. Naród zobowiązywał się uczynić wszystko „aby Polska była rzeczywistym Królestwem Twoim i Twojego Syna”. Gdy narodziła się „Solidarność ‘’, wzywał jej przywódców do ostrożnego korzystania ze strajków, do uporządkowania organizacji, umocnienia jej i wytrwałej pracy dla dobra Polski. Nie dożył wolności, która dla milionów Polaków miała gorzki smak, bo przecież ci, którzy tu rządzili przez 50 lat, uwłaszczyli się na majątku, wypracowanym przez naród a nieuczciwa „prywatyzacja”, gdzie ludzie pracy nie mieli nic do powiedzenia, dokonała reszty. Efektem była bieda, emigracja za chlebem i niespełnione marzenia narodu o lepszym życiu. W przemówieniu na Boże Narodzenie w 1978 roku Stefan Wyszyński pisał: „Błędem fundamentalnym jest odnawianie rodziny, narodu, państwa czy ustroju bez odnowy samego człowieka”. Pośród słów o demokracji, reformach, partiach i ich przywódcach, który z nich jest lepszy, te słowa pokazują drogę...


30.03.2010 - Przywracanie pamięci

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1989 roku powstały warunki do przywrócenia prawdy o najnowszej historii naszej ojczyzny. I chociaż Polacy w sposób zróżnicowany oceniają porozumienie Okrągłego Stołu i wielu jest takich, którzy to porozumienie nazywają zdradą ideałów środowisk niepodległościowych i NSZZ „Solidarność”, to jednak przestrzeń wolności została w znacznym stopniu poszerzona. W Rzeszowie zniknęły z nazewnictwa ulic postacie, które kojarzyły się z komunistycznym zniewoleniem. Polskie narodowe tradycje i nazwy powróciły do takich instytucji jak wojsko, szkoły, policja, które są w każdym kraju symbolami suwerenności a Polacy wybrali sojusze: NATO i Unię Europejską jako organizacje odpowiadające ich narodowym aspiracjom. W Rzeszowie dzięki środowiskom niepodległościowym i NSZZ Solidarność stanęły dwa pomniki: Pomnik Armii Krajowej oraz Pomnik Generała Władysława Sikorskiego. Symbolizują one czyn zbrojny Polaków, którzy na różnych frontach walczyli o wolną Polskę ,ale także organizację zbrojną, o której komuniści z pogardą mówili: „ zapluty karzeł reakcji”. Ostatnio w Rzeszowie zawiązał się komitet budowy pomnika pułkownika Łukasza Cieplińskiego, żołnierza Września, odnaczonego za męstwo Orderem Virtuti Militari, żołnierza AK, ostatniego prezesa Zarządu WiN. W więzieniu przeszedł torury, skazano go na śmierć a wyrok wykonano strzałem w tył głowy w więzieniu na Mokotowie. Sowiecki agent, Bierut, skazał go dodatkowo na utratę praw obywatelskich „na zawsze”. Łukasz Ciepliński był człowiekiem bardzo religijnym o czym zaświadczył m. in. kapelan Armii Krajowej, ks. Michał Sternal. Obserwujący jego życie religijne zwrócili się do ks. bpa Ordynariusza o „wszczęcie procesu informacyjnego”. Warto więc wspomóc ideę budowy pomnika Łukasza Cieplińskiego ,aby przyszłe pokolenia wiedziały jakich synów kiedyś miała Polska.

Mesco dux baptisatus est



Sponsor Rajdu Szlakiem Konfederatów Barskich


Sponsorzy imprezy
65 lat Pobitna
w Rzeszowie




 



Kontakt z redakcją redakcja@pobitno.pl Wszelkie prawa zastrzeżone przez pobitno.pl Osiedle Pobitno Rzeszów